Krajobraz Intymności. Rozmowa z Ulianą Vardoll o sensualności, feminizmie i prawdzie nieprzefiltrowanego ciała.

Na zdjęciu: Uliana Vardoll, artystka

Uliano, tytuł naszego wywiadu to „Krajobraz intymności”. Kiedy stajesz przed czystym płótnem, czy czujesz, że zaczynasz mapować nieznane terytorium własnych emocji, czy raczej odtwarzasz obraz, który już w Tobie dojrzał?

Kiedy zaczynam malować, dokładnie wiem, co chcę przedstawić. Myślę nad moimi pracami tygodniami, czasem nawet miesiącami. Dzieje się to tak: zaczynasz odczuwać nową emocję lub doświadczasz czegoś, co przyciąga Twoją uwagę; następnie nadajesz tym uczuciom kształt; potem rozważasz, jak przekazać je publiczności poprzez obraz; i w końcu malujesz. Krok po kroku – tak właśnie rodzą się moje prace.

Twoja twórczość jest niezwykle zmysłowa. Jak udaje Ci się uchwycić ten ulotny moment między dotknięciem pędzla a emocją, którą ma poczuć widz? Gdzie kończy się technika, a zaczyna czysta intuicja?

W moich obrazach nie ma żadnej specjalnej techniki. To zawsze przepływ emocji. Wychodzi tak, jak wychodzi – najważniejsze jest bycie szczerym wobec siebie i moich odbiorców. Moim głównym celem jest przekazanie moich uczuć, a istnieje wiele różnych sposobów, aby to osiągnąć. Nie ma konkretnych technik ani ludzi, którzy nauczyliby mnie, jak się „powinno malować”. „Rysunek akademicki” nie jest o mnie i nie jest o mojej sztuce.

Twórczość Uliany, archwium prywatne

W jaki sposób Twoja tożsamość – zarówno jako kobiety, jak i artystki przeplata się z kolorami i liniami, które wybierasz? Czy każda postać na Twoich płótnach niesie ze sobą cząstkę Twojej własnej historii?

Tak, kolory oddają nastrój, a moje obrazy postaci pokazują, jak piękne są kobiety i ich ciała, we wszystkich swoich przejawach. Sama przeszłam trudną drogę do samoakceptacji oraz nauki kochania siebie i swojego ciała, więc wiem, jak trudne to może być. W naszym świecie „idealnych” obrazów z Instagrama, kluczowe jest, aby nie zapominać o rzeczywistości, pięknie natury i naszej własnej naturalności. Poprzez moje obrazy chcę przypominać kobietom, że wszystkie jesteśmy wspaniałe, piękne i wyjątkowe. Najważniejsze to pozostać wierną sobie.

Czerwiec to Pride Month – czas dumy i widoczności. Jaką rolę, Twoim zdaniem, odgrywa sztuka w procesie „wychodzenia z cienia”? Czy malarstwo może pomóc w budowaniu „bezpiecznej przestrzeni” dla tych, którzy wciąż szukają swojej drogi do akceptacji?

Wierzę, że ludzie, którzy myślą głęboko, mogą znaleźć w tym pomoc. Ale aby to zrobić, trzeba naprawdę nauczyć się widzieć świat głębiej. W końcu nie każdy potrafi zrozumieć lub dostrzec prawdziwe znaczenie kryjące się za obrazem – to samo dotyczy muzyki, literatury, architektury i wszystkich form sztuki. Jednocześnie chcę zauważyć, że wierzę, iż widzimy świat jako odbicie tego, kim sami jesteśmy. Przede wszystkim należy pracować nad sobą i swoim wewnętrznym światem. Sztuka zawsze będzie służyć pomocą, kojeniem lub dawać poczucie odprężenia.

Twórczość Uliany (i nie tylko) będziecie mogli zobaczyć na żywo 6 czerwca w Niewinność Wine Bar (ul. Zgoda 5) od 16:00. Serdecznie zapraszamy!

Tematem naszego numeru jest „Eviva l’arte!”. Co dzisiaj, w 2026 roku, oznacza dla Ciebie życie dla sztuki i życie poprzez sztukę? Czy czujesz, że obecnie doświadczamy renesansu wolności twórczej?

Tak, w Europie przeżywamy szczęśliwe czasy; sztuka jest wolna. Tego samego nie można powiedzieć o innych krajach. Ale co to znaczy być artystą w 2026 roku? Ujmę to tak: bycie artystą jest trudne. Promowanie swojej sztuki jest ciężkie, a trend wspierania artystów zanika. Ludzie rzadko kupują prace współczesnych twórców, woląc starszych artystów, których nie ma już wśród nas. Chcę przekazać ludziom, że jeśli chcecie wspierać sztukę, inwestujcie w młodych artystów – w „świeżą krew”. Uwierzcie mi, w niczym nie ustępujemy tym, którzy odeszli. I tak – wolność dla sztuki!

Rozmawiał: Krzysztof Stanek (Redaktor Naczelny MOZAIKI)

Ikony Dumy Projektanci LGBTQ+, którzy zdefiniowali architekturę współczesnej wolności

Kultura, którą dziś podziwiamy, nie wyłoniła się z próżni. Została wykuta przez wizjonerów, którzy mieli odwagę rzucić wyzwanie sztywnemu porządkowi i przeprowadzić estetyczny przewrót tam, gdzie zasady wydawały się nienaruszalne. Historia XX wieku pokazuje, że każde wielkie wydarzenie dziejowe niosło ze sobą wiatr zmian nie tylko w polityce, ale i w życiu codziennym, a przede wszystkim – w architekturze.

Po Wielkiej Wojnie społeczeństwo odrzuciło skostniałe historyzmy, sięgając po geometryczną dyscyplinę. Tak narodziło się Art déco – styl, który choć nowoczesny, wciąż romansował z luksusem i dekoracją. Był to jednak zaledwie pierwszy krok na drodze do radykalnej zmiany myślenia o przestrzeni.

Prawdziwy przełom przyniósł Bauhaus oraz narastające nurty modernistyczne. Tutaj estetyka przestała być celem samym w sobie, a stała się pochodną użyteczności. Zgodnie z rewolucyjną zasadą "forma wynika z funkcji", architekci tacy jak Walter Gropius czy Le Corbusier odarli budynki z ostatniego zbędnego detalu.

To przejście – od geometrycznego luksusu Art déco po bezkompromisowy minimalizm modernizmu – domknęło proces narodzin współczesnego świata. Architektura przestała być jedynie świadectwem bogactwa i przepychu, a stała się przestrzenią wyzwolenia dla tych, którzy bezustannie potrzebowali zmian i dopasowania się do dynamicznego świata. Jej głównym celem stało się stworzenie funkcjonalnego miejsca do życia, które swoją formą odpowiadać będzie na wszelkie potrzeby nowoczesnego człowieka.

Tamara Łempicka: Architektura pożądania i stalowy szyk wolności Moje życie to obraz, który sama maluję” – deklarowała Tamara Łempicka, królowa Art Deco. Jako tegoroczna patronka LGBT Film Festival w Polsce, Łempicka powraca nie tylko jako mistrzyni pędzla, ale przede wszystkim jako architektka własnej tożsamości, która sto lat temu zdefiniowała estetykę nowoczesnej, queerowej wolności.

Malarka bez granic: Tożsamość jako manifest

Łempicka była postacią transgresyjną, która na początku lat 20. XX wieku uczyniła ze swojego biseksualizmu motor napędowy twórczości. Jej liczne romanse z kobietami, przeżywane otwarcie w paryskich kręgach artystycznych, zaowocowały aktami, które do dziś są symbolem emancypacji. Ikoniczna „Piękna Rafaela” (1925), sprzedana za rekordowe 21 milionów dolarów, to nie tylko obraz – to dowód na to, że spojrzenie kobiety na kobiece ciało może być równie silne, co rewolucyjne.

 Dlaczego Łempicka jest ikoną designu LGBTQ+?

Dla pism o designie postać Łempickiej jest nierozerwalnie związana z architekturą wnętrz. Wraz z siostrą, Adrianną Górską – jedną z nielicznych wówczas dyplomowanych architektek – Tamara stworzyła przy rue de Méchain w Paryżu apartament, który był manifestem Art Deco. Wnętrze zdominowały szarości, chromowane poręcze i surowe, geometryczne formy. Z kolei meble zaprojektowane przez Adriannę Górską nie tylko dopełniały przestrzeń, ale tworzyły ramy dla życia kobiety nowoczesnej – takiej, która nie potrzebuje męskiego patronatu, by kreować luksus.

Tamara Łempicka udowodniła, że dom to coś więcej niż ściany – to przedłużenie naszej seksualności i ambicji. Jej wnętrza, podobnie jak jej obrazy, były odważne, prowokujące i absolutnie niezależne. Uczy nas, że luksus to prawo do projektowania rzeczywistości według własnych zasad, bez oglądania się na konwenanse społeczne.

Marcel Breuer i Gunta Stölzl: Design jako wyzwolenie

Choć założyciele Bauhausu musieli mierzyć się z konserwatywnym otoczeniem, ich prace stały się symbolem nowoczesnej, często queerowej wrażliwości na formę. Marcel Breuer, projektując legendarne krzesło Wassily, udowodnił, że konstrukcja może być lekka, przezroczysta i wolna od historycznego balastu. Gunta Stölzl, jedyna kobieta-mistrzyni w Bauhausie, redefiniowała tekstylia jako integralne elementy architektury, wprowadzając do surowych wnętrz kolor i emocjonalną głębię, która pozwalała na personalizację przestrzeni.

Dlaczego Bauhaus to dziedzictwo LGBTQ+?

Współczesna interpretacja Bauhausu widzi w nim kolebkę projektowania inkluzywnego. Twórcy szkoły rozumieli, że standaryzacja i minimalizm nie muszą oznaczać nudy, lecz dają każdemu użytkownikowi „czyste płótno”, na którym może on budować własną tożsamość. To właśnie w Bauhausie narodziło się przekonanie, że nowoczesne wnętrze to takie, które nie ocenia mieszkańca, lecz daje mu wolność bycia sobą.

Giorgio Armani: Architektura ciszy i luksus niezależności

W świecie designu, gdzie krzyk często zastępuje treść, Giorgio Armani zbudował imperium na fundamencie dyskrecji. Jako ikona społeczności LGBTQ+, nie tylko zrewolucjonizował to, co nosimy, ale przede wszystkim zdefiniował przestrzeń, w której żyjemy. Jego wizja wnętrz to manifest wolności od nadmiaru i hołd dla autentyczności.

Relacja, która zbudowała wizję

Nie sposób pisać o wolności Armaniego bez wspomnienia o Sergio Galeottim. To Galeotti, życiowy partner projektanta, był architektem sukcesu marki i katalizatorem jej powstania. Ich związek, choć przeżywany z dala od blasków fleszy, udowodnił, że wielki design rodzi się z absolutnego zaufania. Śmierć Sergio w 1985 roku była dla Armaniego momentem próby, który ostatecznie ugruntował w nim potrzebę tworzenia przestrzeni kojących, bezpiecznych i ponadczasowych– takich, które nie muszą nikomu nic udowadniać.

Greige: Kolor inkluzywności

Wnętrza sygnowane marką Armani/Casa to podróż przez odcienie „greige” autorskiego połączenia szarości i beżu. Ten kolor stał się symbolem jego filozofii projektowej: jest neutralny, spokojny i niemal medytacyjny. W architekturze współczesnej wolności greige to przestrzeń, w której każdy może poczuć się u siebie, niezależnie od narzuconych przez kulturę barw czy ról płciowych. Armani wprowadził androgynię do głównego nurtu; jego projekty nie krzyczą o płci właściciela, są wolne od sztywnych, patriarchalnych schematów. Od mediolańskiego Silos po wnętrza hoteli w Dubaju, Armani udowadnia, że projektowanie to nie tylko układanie mebli, ale projektowanie stylu życia opartego na godności i powściągliwości. Jako ikona LGBTQ+ uczy nas, że największą odwagą jest wierność własnej wizji. Jego architektura wolności to prawo do życia w harmonii z samym sobą, otoczonym pięknem, które nie ocenia, lecz daje wytchnienie.